6h UPP

6h Poranny Patrol powstał na prośbę biegaczy, którzy nie czują się na siłach biegać przez 12 godzin. 6 godzin to czas, w którym możemy przeczłapać maraton ale również zrobić pierwsze podejście do ultra.

Startujemy w czasie kiedy „dwunastogodzinni” mają za sobą 4 godziny szurania. Widzimy pierwsze objawy zmęczenia, być może – pierwsze kryzysy. Podziwiamy tych, którzy wyglądają jakby się dopiero rozkręcali. No i zaczynają się wątpliwości. Do tej pory startując widzimy same wypoczęte, podniecone nadchodzącym startem twarze i kibiców skoncentrowanych na nas.

A tutaj? Grupka podnieconych „sześciogodzinowców”. Kibiców niewiele- głównie ze względów na porę ( godzina 24.00) ale tez na konieczność wspierania tych, którzy już biegną. I jak tu startować gdy się nie jest w centrum uwagi?… No cóż- trzeba spróbować, nikt się nie wycofuje stojąc przed bramą. Jeszcze szybkie refleksje: „zacząć powoli”, „nie dać się ponieść euforii”…

 

Pada strzał startera i po kilku krokach przestajemy żałować decyzji. Od razu rozumiemy, że stajemy się częścią tego niezwykłego przedsięwzięcia jakim jest Gala Biegów Ultra. Już po pierwszym okrążeniu ( 1025m) czujemy wsparcie kibiców, wolontariuszy, organizatorów choć przecież dla nas to dopiero rozgrzewka. Oni wiedza, że i nam nie będzie łatwo, że też przeżyjemy kryzysy, że potrzebujemy mocy. Słyszymy pierwsze rady: ” nie szalej, zostaw siły na potem” bo oczywiście nici z postanowień przedstartowych. Już czujemy ten klimat, o którym mówili do nas Ci co biegli w poprzedniej edycji. Nocny, wyciszony Kraków czaruje nas świecącym Wawelem, podświetlonymi wieżami kościołów Starego Miasta przy bielejącym na tle czerni nieba i lasów Kopcem Kościuszki. To one będą niemymi świadkami naszych zmagań, one będą wysłuchiwać naszych przekleństw i zachwytów. Co jakiś czas udaje nam się przegonić „dwunastogodzinnych”. Gratulujemy im, wspieramy i jeszcze parę żartów ( nie zawsze śmiesznych ale wprowadzających urozmaicenie do monotonii kolejnych okrążeń). Oni odpowiadają nam paroma słowami, zmęczonymi uśmiechami… Czujemy: jesteśmy jednymi z nich! Szybsi od nas są tylko „sztafetowcy”. Dla nas oni pędzą na złamanie karku.

 

Po każdym okrążeniu, niczym odpust – Emaus na pobliskim Salwatorze jawi nam się strefa odżywcza. Tu nie brakuje chyba niczego, co mógłby potrzebować biegacz długodystansowy. Stoły uginają się pod pysznymi owocami, ciastkami, żelkami. No i rosołki, izotoniki, woda, a na życzenie: kawa albo herbata. Miłe zaskoczenie, że nikt nie robi różnicy ile biegacz przebiegł. Nawet Grzesiek- fizjoterapeuta ( FizjoAktiva) masuje nasze obolałe lub pokurczone mięśnie nie pytając o dystans. W tej strefie wszyscy są uśmiechnięci. Zmęczeni wolontariusze

i organizatorzy służą nam pomocą z uśmiechem na twarzy. Oni i inni „wariaci” – kibice podtrzymują nas na duchu. Trzeba o nich pamiętać bo bez tego co robili cała ta impreza byłaby smutnym człapaniem wokół pomnika H. Jordana.

6 godzin biegu dobiega końca. Powoli, wśród nieśmiałej szarości brzasku, słońce pokazuje swoje oblicze. Ciało czuje przebyte kilometry. Głowa każe przyspieszyć – przecież to finisz. Nie wiadomo skąd na trasie pojawiają się wolontariusze, dający nam sygnał do zatrzymania się. Jeszcze tylko oznaczenie kredą na asfalcie miejsca gdzie nas zastał koniec biegu i można wracać do strefy startu. Już widzimy ekipę mierzącą tak zwany domiar. Strefa odżywcza – kiełbaski, warzywka z grilla – ciepłe „conieco” to idealny pomysł na poranny chłodek. Nikomu niczego nie brakuje. Lekkie rozluźnienie i nogi zaczynają nam o sobie przypominać. Są jak kłody i nie pozwalają zapomnieć o rozciąganiu, a tak się nie chce…

 

Nadchodzi ta najważniejsza chwila. Są wyniki. I tu zaskoczenie: niektórzy z nas stali się prawdziwymi ultrasami! Na pudle znajome twarze ( bo przecież zdążyliśmy się poznać przez te 6 godzin). Medal z imieniem i wynikiem dopełnia czarę radości. Endorfiny wyłażą każdym fragmentem ciała! Tylko rzut okiem na ” dwunastogodzinnych” – przed nimi jeszcze kilka kółek. Są zmęczeni, niektórzy siedzą na trawie dla chwilowej regeneracji… No i pierwsze refleksje: co za rok? Poprawić wynik czy może rzucić wyzwanie na 12h NUD-ę. Bez względu na decyzję na pewno każdy kto tu biegł będzie zachęcał kolejnych długodystansowców do startu na naszej imprezie. Wielkie przeżycie jakim jest uczestnictwo Gallil Biegów Ultra pozostawi wspaniałe wspomnienia w sercu każdego biegacza.

 dyr. Ewa Staniszewska

%d bloggers like this: